sobota, 24 grudnia 2011
Magia świąt
czwartek, 22 grudnia 2011
Łacina
To był jakiś ewenement i chwilowa utrata kontroli nad mięśniami jamy gębowej, bo generalnie rzecz biorąc, Kosmita jest purystą językowym. Unika zwrotów obraźliwych i wulgarnych, razi go nawet poczciwa d jak Danuta, u jak Urszula, p jak Paweł, a jak Anna.
Łaciński repertuar Kosmity ogranicza się do „spadaj” (w wariancie rozszerzonym: na drzewo) oraz „wypad”.
Na moje sięganie do rejestru staropolskich przerywników reaguje dezaprobatą graniczącą z obrzydzeniem. No to się odgryzam, że jako językoznawca korzystam nie tylko z bogactwa języka ojczystego, ale i obcy się trafi.
Czy to moja wina, że zakręt po włosku brzmi curva.
No więc niech mi tu, zakręt, nie wyjeżdża, że wulgaryzmów przy dziecku używam.
Daję upust i uwalniam toksyny – nie będę mieć wrzodów.
To taki rodzaj językowego fitnessu. Rzucanie mięsem nieźle wpływa na kondycję. I poszerza lingwistyczne horyzonty;)
PS: Kosmita chyba nie zarejestrował, że sankcja dobiegła końca, a ja nabrałam wody w usta.
Czyżby udana kuracja? Raczej wieszczę, że wkrótce nastąpi zintensyfikowane obcowanie z przedmiotem pożądania, żeby nadrobić zaległości i wynagrodzić sobie straty poniesione w cyberprzestrzeni.
wtorek, 20 grudnia 2011
Na huśtawce
Wczoraj wrócił z wycieczki rozanielony, oświadczając, że jest naładowany pozytywną energią. Aż dostałam chwilowego wytrzeszczu gałek, bo takie dictum w ustach Kosmity to biały kruk niemalże.
Do tego grzywka dała się ułożyć zgodnie z oczekiwaniami, szkolny obiad wypadł wyjątkowo smacznie oraz niespodziewanie znalazł się ulubiony szalik - obiekt szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej, w której powodzenie nikt już nie wierzył.
Celebrowanie dobrego nastroju Kosmita najwyraźniej uważa za szkodliwe, bo stara się mocno, żeby nie pozostawać w nim zbyt długo. Wieczorem wściekł się, bo rodzice mieli czelność wyjść z domu i nie pojawić się przez całe dwie godziny. Zachciało nam się romantycznych kolacji. Jak można było tak nieodpowiedzialnie się zachować, ignorując potrzeby Kosmity. On miał swój plan! Wprawdzie mieliśmy w nim odegrać role drugoplanowe, ale to był jedyny słuszny scenariusz.
Wymówkom nie było końca, pretensje i gadki umoralniające wypluwał z siebie jeszcze dziś rano.
Włączyłam tryb "ignorowanie", ale nie wytrzymałam i palnęłam monolog, że mam prawo, Kosmita nie jest pępkiem świata, a proporcje między obowiązkami i przyjemnościami są w jego życiu delikatnie mówiąc lekko zachwiane.
No to mi się dostało: Bo ty taka owaka, wredna, nierozumna istota i jeszcze pożałujesz. Standard.
Jestem zmęczona zmiennymi nastrojami Kosmity. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Jakbym budziła się w pokoju ze ścianami pomalowanymi na biało, a wieczorem zastawała czerwone. Nazajutrz znów białe, a wieczorem zielone...
Czasem czuję jakbym mieszkała pod jednym dachem z doktorem Jekyllem i Mr. Hydem. Uwielbiam ten moment, gdy Kosmita idzie spać i nie muszę zgadywać, którą część osobowości ujawni.
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Protest głodowy
Odmówił zjedzenia posiłku z produktów wypełniających domową lodówkę, założył słuchawki, przybrał jedyną słuszną pozycję i rozpoczął kontestację. W geście dobrej woli zaniosłam mu szklankę wody. Przyjął bez szemrania Nie mam nic przeciwko takim milczącym protestom. Do tego ekonomiczne są.
Kosmita wytrzymał z pustym żołądkiem do 16.00, coś tam skubnął w przelocie i pojechał na jasełkowe przedstawienie. Wrócił rozanielony i z apetytem zjadł obiad.
Wieczorna wyprawa do supermarketu całkowicie zatarła wspomnienie porannego występku zaniechania. Dostałam całusa na dobranoc, choć odmówiłam przymierzenia mikołajowej masko-czapki. Szkaradztwo jakich mało, ale Kosmita stwierdził, że dzięki niej będzie miał udane święta ;)
sobota, 17 grudnia 2011
Zawieszenie broni
A może w dobry nastrój wprawiła go własnoręcznie przygotowana pizza, którą pochłonął w zaprzyjaźnionym, młodociano-dorosłym towarzystwie? Przy okazji wyżył się artystycznie na elemencie restauracyjnej dekoracji: ocalałej po halloweenowej masakrze dyni. Wydłubał jej bebechy, a potem ostrym narzędziem subtelnie uczłowieczał. Swoją drogą to ciekawe, jak kultura masowa narzuca pewne skojarzenia: pomarańczowe warzywo o ludzkim obliczu stało się gwiazdą jednej roli i Kosmita poczuł natychmiastową potrzebę dopasowania tej cząstki rzeczywistości do zagnieżdżonego w głowie obrazka (mamo, po prostu musiałem to zrobić, fajnie będzie wyglądać pod choinką). Z doklejonym anielskim włosem jakoś się brzydal wkomponuje. Zawsze byłam zwolenniczką przełamywania schematów.
Po powrocie do domu włączyliśmy ulubione radio. Cały dzień sączyła się z Trójki wspominkowa audycja poświęcona koncertowi Rolling Stonesów z 1967 roku. Dla Kosmity to prehistoria, ale łowił dźwięki z zaciekawieniem. Skorzystałam z okazji, żeby poszerzyć muzyczne horyzonty latorośli. On moje też poszerza. Wiem nawet, kim jest Justin Bieber i Hannah Montana:)
Kosmita zadumał się i podzielił przemyśleniami na temat motywacji do zgłębiania różnych szkolnych przedmiotów. Kluczowy wpływ na jej poziom ma postawa nauczycieli. Jeśli lekcje są atrakcyjne i ciekawie prowadzone to aż chce się uczyć. A jak rutynowo odbębniają robotę to nie da się owocnie współpracować.
Całkiem do rzeczy te refleksje. Zrewanżowałam się mini wykładem na temat motywacji wewnętrznej, niezależnej od czynników środowiskowych ;)
Struś Pędziwiatr
Widać klasyka wymaga odpowiedniego opakowania, bo gdy w domu lub samochodzie ustawię radio na filharmonijne klimaty, Kosmita jak mantrę powtarza, że tego słuchać się nie da i mam założyć słuchawki, a nie katować go podobnymi dźwiękami.
Cykl koncertów dla młodzieży to jedna z wielu akcji i atrakcji, w które włączył się bez zastanowienia. Karnet był w atrakcyjnej cenie to Kosmita skorzystał. Są też bilety na mecze piłkarskie, wycieczki, konkursy, wystawy, akcje charytatywne, robienie gazetek, plakatów…
Kosmita się ekscytuje, deklaruje, snuje wizje i plany.
Zapał osiąga apogeum na etapie podejmowania zobowiązania. Gdy przychodzi do realizacji, chęci drastycznie maleją i wtedy wkracza zespół zadaniowy w postaci taniej rodzicielskiej siły roboczej.
Tata Kosmity zajmuje się pracami graficznymi, ja dłubię teksty. Wyrabiamy 150% normy, gdy dziecię o 22.00 oświadcza, że nazajutrz musi mieć gotowy bardzo ważny projekt. Rankiem w napięciu obserwujemy reakcję. Zwykle podziwia naszą efektywność i już wiem, że możemy liczyć na kolejne zlecenie i anonimowy udział w jego sukcesie.
***
Kosmita jest istotą ze wszech miar uspołecznioną. Lubi bywać, szybko łapie kontakt – wiek i płeć są bez znaczenia – znajdzie wspólny język z każdym i o każdej porze (bywa, że te kontakty zagadują do mnie na ulicy przyjaźnie, powodując gwałtowne tarcia zwojów mózgowych, bo nijak nie mogę skojarzyć kto zacz)
Listę zapisanych numerów w komórce ma trzy razy dłuższą od mojej.
Pęd Kosmity do poszukiwania, eksperymentowania, zgłębiania różnych aspektów egzystencji i przebywania w ludzkich skupiskach trudno okiełznać. Jest nienasycony, ciągle planuje nowe atrakcje i martwi się, czy aby nie będzie się nudził.
Ostatnio zaczęłam się buntować i nieśmiało sugerować, że może by tak wcześniej uzgadniał z nami te eskapady. Bo możemy mieć inne plany na przykład. Kosmita znalazł na to sposób i obwieszcza, stosując nową taktykę:
- Pamiętasz jak ci mówiłem…
- Nie, nic nie mówiłeś.
- No jak to, naprawdę zaczynam się o ciebie martwić. Wiedziałaś dużo wcześniej i się zgodziłaś, a teraz zmieniasz zdanie. No jakie masz argumenty, jakie?
Rozważam założenie elektronicznego szpiega, który będzie rejestrował nasze rozmowy. Ale jak znam Kosmitę to i tak nie będzie żaden dowód mojej poczytalności. Pójdzie w zaparte i stwierdzi, że nagrania zostały sfingowane, a to na pewno nie jego głos.

czwartek, 15 grudnia 2011
Plusy ujemne
Dostałem czwórkę z angielskiego. Fajnie, ale dlaczego nie piątkę? No i ta jedynka z historii… Kiedy masz zamiar ją poprawić?
Kosmita jest mistrzem wysokiej samooceny, każdą sytuację potrafi zinterpretować na korzyść (tak, dostałem jedynkę, ale tylko jedną, a mogłem trzy). Zawsze widzi szklankę do połowy pełną. Szczęśliwie nie zepsuła tego poprzednia szkoła, której kadra nauczycielska z podziwu godnym zapałem wytykała wszelkie uczniowskie niepowodzenia i „przestępstwa”, pochwały traktując jako element o wysokiej szkodliwości społecznej.
Jako istota wysoce samokrytyczna, starałam się zaszczepić swojemu synowi zdrową nutkę narcyzmu i świadomość mocnych stron. Powtarzałam, jaki jest mądry, śliczny, dzielny i w ogóle cud, miód, malina.
Ta konsekwentnie realizowana taktyka doprowadziła do uformowania osobnika pewnego siebie, uparcie dążącego do celu i przekonanego, że nie ma rzeczy niemożliwych.
Jutro będzie dzień pochwał i komplementów. Za najdrobniejsze zasługi. A potem tydzień. I kolejny. Mam nadzieję, że mój wewnętrzny krytyk zahibernuje się chociaż do wiosny :)
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Sztuczki saperskie
Światem Kosmity rządzi powaga. Jak tu się cieszyć, skoro stale trzeba znosić towarzystwo nie ogarniętych i rozumiejących inaczej dorosłych, których najgorszą odmianą są rodzice (osobiści, bo cudzy zwykle bywają fajniejsi).
Kosmita wszystko bierze do siebie, pojęcie dystansu i autoironii nie występuje w jego rejestrze pojęć. Całkowitym embargo na żartowanie objęte są materie następujące: wygląd na zewnątrz, sens szkolnej egzystencji i plany na przyszłość. To poważne sprawy. Powstań, baczność, do hymnu.
Poczucie humoru jest dla mięczaków. A Kosmita jest racjonalnym twardzielem.
Tylko tata Kosmity potrafi skutecznie go rozbroić, wciągając w absurdalne dialogi, które wyrywają Kosmitę ze stanu ponuractwa.
Scena z dzisiaj. Miejsce akcji: kuchnia
Występują: TK = Tata Kosmity K = Kosmita
TK: Ciasto się spociło
K: (z politowaniem): O, nie wiedziałem, że ciasto ma mózg.
TK: No pewnie, że ma. Nie wiedziałeś? To jest najlepsza część ciasta. I oczy. I wątróbka z cebulką.
K: Widzę, że mamy w domu świnkę (reakcja na śmiech a la Beavis i Butthead)
TK: No pewnie, ma nawet młode. Nie zauważyłeś? Mieszka obok kaktusa.
K: Ehe, pewnie razem z tą kaczką z gliny.
TK: I z kotem. Lubisz zwierzęta, a ignorujesz taką fajną świnkę…
Na twarzy Kosmity maluje się zaskoczenie, niedowierzanie, mięśnie szczęki zaczynają się rozluźniać, wyraźnie szczerzy się półgębkiem. Głową i rękami wykonuje manewry maskujące, żeby przypadkiem ktoś nie zauważył tej chwili słabości.
I pomyśleć, że Kosmita niezmiennie wypomina mi fakt posiadania tylko jednego normalnego rodzica. Taka sama grupa krwi nie jest żadnym argumentem na moją korzyść. Niewidzialna, męska nić porozumienia jest nierozerwalna, choć bywa napięta do granic wytrzymałości.
niedziela, 11 grudnia 2011
Jazda polska
Wpływ Księżyca
czwartek, 8 grudnia 2011
Akty dobroczynne
środa, 7 grudnia 2011
Siła woli
wtorek, 6 grudnia 2011
Mikołajki

poniedziałek, 5 grudnia 2011
Pomoc domowa
niedziela, 4 grudnia 2011
Wyprowadzka
sobota, 3 grudnia 2011
Strajk włoski
wtorek, 29 listopada 2011
Małe dzieci, mały kłopot
Znajomi, którzy mają dzieci w wieku niemowlęco-przedszkolnym, wzdychają zazdrośnie: „Ale ci dobrze, masz już duże, odchowane dziecko. Masz spokój, swobodę, możesz robić, co chcesz”. A ja na takie dictum kiwam głową wertykalnie i wyrzucam z siebie enigmatyczne „pożyjemy, zobaczymy”. Dołączam zwykle kilka opowieści z cyklu: niesłychane wyczyny nastolatka. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w głowach słuchaczy pojawia się konkluzja: „Eee, niemożliwe, nasze dziecko nie będzie takim książkowym przypadkiem”.
I wcale się nie dziwię. Sama myślałam, obserwując zmagania koleżanki ze zbuntowaną córką, że w moim domu nigdy nie pojawi się Kosmita. Wydawało mi się, że te wszystkie historie o trudnym wieku dorastania to gruba przesada, same skrajności, przecież nastolatek też człowiek, wszystko da się załatwić staroświecką rozmową, argumentami, tłumaczeniem, okazując miłość i zrozumienie… Taki standardowy, intuicyjny pakiet, który każdy rodzic wypracowuje w miarę zdobywania nowych sprawności w trudnej sztuce wychowywania potomstwa.
Od dwóch lat weryfikuję swoje teorie, testuję różne metody. Czasem wydaje mi się, że już prawie zrozumiałam, jak działa, potrafię przewidzieć jego reakcje, a tu klops – Kosmita znów zmienia oprogramowanie i trzeba się go uczyć od nowa.
Z rozrzewnieniem myślę, jaki banalny w obsłudze był Kosmita w wydaniu siusiumajtka: godzinami bawił się swoimi zabawkami, jadł bez grymaszenia różnokolorowe papki, nie pytał wciąż „dlaczego”, patrzył na mnie, jakbym była całym światem.
Teraz światem Kosmity są koledzy, cyfrowa rzeczywistość z komputera i to, co powiedzą w radiowych wiadomościach. A jak dorwie telewizor, którego w domu nie mamy, to powtarza zasłyszane tam prawdy objawione. Co tam matka i ojciec mogą wiedzieć. Żadne nie ma konta na Facebooku więc jakby nie istnieli J