niedziela, 25 listopada 2012
Żyj długo i szczęśliwie
Dzień jak nie co dzień upłynął pod znakiem nowych doświadczeń kulinarnych w towarzystwie ulubionej cioci i kinowych emocji z najlepszym przyjacielem-przyszywanym bratem. Rozradowany Kosmita przyjmował życzenia, czytał sms-y i analizował, kto, jak i dlaczego. Świeczek nie było. Nie zgłosił zapotrzebowania. To chyba oznaka dojrzałości, bo dotąd kręciła go ta hałaśliwa sto-lat-niech-żyje-nam otoczka.
Dziś było inaczej. Spokojniej, bardziej refleksyjnie i kameralnie.
To dla mnie wyjątkowy dzień. Na zawsze zmienił moje życie. Pojawienie się Kosmity sprawiło, że zdobyłam szczyty, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. Mój syn nauczył mnie, że bariery i ograniczenia istnieją tylko w naszych głowach, a niemożliwe nie istnieje. Podziwiam jego apetyt na życie, ten ciągły błysk w oku i głód poszukiwania. Więcej, dalej, intensywniej.
Kochany Kosmito, życzę Ci radości i szczęścia z odkrywania świata. Obyś spotkał na swojej drodze mądrych i życzliwych ludzi. Bądź nieustraszony i miej odwagę, by uparcie dążyć do celu. Bądź zawsze sobą, bez względu na okoliczności. Kochaj i bądź kochany.
A za trzy lata z rozkoszą wykopię Cię z domu i pozwolę zdobywać świat:)
sobota, 17 listopada 2012
Uwalnianie energii
piątek, 16 listopada 2012
Złodziejka zapasów
Ależ ma rozwiniętą świadomość prawa do własności za moją kasę. Naprawdę się obraził, a to był dopiero początek serii niefortunnych zdarzeń. Po południu stłukłam kubek (miałem do niego sentyment, dostałem go pod choinkę w 2007 roku, masz mi odkupić identyczny!).
Na swoją obronę palnęłam gadkę, że przedmioty są tylko przedmiotami i można je zastąpić innymi przedmiotami. Do ludzi się trzeba przywiązywać, nie do martwej natury. Wątpię w efekt. Przewiduję raczej, że Kosmita zorganizuje sobie nową skrytkę, gdzie bezpieczne schronienie znajdą dobra wszelakie, bo ja mam lepkie i niezdarne łapska i żadna czekolada tudzież porcelana nie ma szans.
poniedziałek, 1 października 2012
Kampania wyborcza
Krwistoczerwone plakaty hand made zaatakowały ściany, a siłę perswazji wzmocnił kilogram cukrów prostych w kolorach tęczy. I udało się. Uścisk dłoni dyrekcji, gratulacje i życzenia zadowolenia z pracy na rzecz.
Wieść o sukcesie rozniosła się po blokowisku i przyległościach. Mam kolejną fuchę: kumpel Kosmity z podstawówki jest kandydatem na członka. No i jasno dał mi do zrozumienia, że jestem strategicznym ogniwem jego kampanii. Jak go wybiorą, wpiszę to sobie do CV;)
niedziela, 30 września 2012
Miłe złego początki
- Syneczku...
Kosmita: (ozięble)
- Ty mi tu nie syneczkuj...
Ja: (niezrażona)
- Ale tak pięknie układasz naczynia w zmywarce, ja tak nie potrafię.
Kosmita: (z politowaniem)
- Weź nie stosuj na mnie tych swoich metod szkoleniowych*. Ciągle mi powtarzasz, że to najpiękniejszy i najbardziej beztroski okres w moim życiu, bo nie mam żadnych obowiązków oprócz nauki. No to się uczę. Jutro mam sprawdzian z historii. I mogłabyś się trochę przyłożyć a nie wrzucać te naczynia jak popadnie.
Ranyboskie! Kosmita słucha, co do niego mówię! I wyciąga wnioski. Daleko idące.
środa, 13 czerwca 2012
Wybujała ambicja
Reaktywacja
wtorek, 24 kwietnia 2012
Cracovia Maraton

„Brawo, brawo, jeszcze trochę, już niedaleko!” – Kosmita nadwyrężał gardło i wewnętrzną stronę dłoni, kibicując biegaczom, którzy w niedzielę postanowili pokonać
Zajęliśmy średnio eksponowane miejsce nieopodal finiszu, przyklejając się do dwumetrowej, ostro zakończonej siatki, ustawionej na ostatniej prostej. Wyglądało to jakby biegacze i kibice należeli do wrogich obozów i mogli stanowić dla siebie zagrożenie. Naprawdę komicznie (i żałośnie) prezentowały się wystające z sąsiadujących otworów ręce, nierzadko walczące z aparatem fotograficznym. Może organizatorzy chcieli wypróbować wytrzymałość ogrodzenia przed zbliżającymi się derbami?
W każdym razie emocje były niesamowite. Chciało mi się na przemian śmiać i płakać, podskakiwałam i darłam się jak opętana. Kosmita komentował na bieżąco, dziwiąc się szczerze, że na metę wbiega wielu zawodników w wieku jego dziadków. W pewnym momencie zadumał się szczerze i stwierdził: „Ależ oni muszą dużo trenować”, co ochoczo podchwyciłam wygłaszając kilka rodzicielskich mądrości o ciężkiej pracy i czającym się za rogiem, nieuniknionym sukcesie;)
Maraton to wyjątkowo demokratyczny wynalazek. Wiek, płeć, wzrost, pochodzenie czy zasobność portfela nie mają znaczenia. Każdy może zmierzyć się z tym wyzwaniem. Podziwiam maratończyków za ich wytrwałość, determinację i niezłomną siłę woli. Myślę, że to dla Kosmity wspaniały przykład do naśladowania.
wtorek, 13 marca 2012
Wiedza specjalistyczna
środa, 29 lutego 2012
Gry uliczne

poniedziałek, 20 lutego 2012
Cichosza
sobota, 18 lutego 2012
Awaria systemu
Kosmita urlopuje się feryjnie w rezydencji babci na bliskim wschodzie. Siedemdziesiąt kilometrów z haczykiem. Półtorej godziny jazdy i całkiem inny świat. Bezpieczna przystań i oaza szczęśliwości. Dziadkowie po kądzieli uśmiechnięci, cierpliwi i zasłuchani. Kosmita w centrum studwudziestometrowego wszechświata plus ogród. Kosmita wszechmogący. Babcia na każde skinienie, z bogatą i elastyczną ofertą kulinarno-rozrywkową, idealnie dopasowaną do potrzeb. Koszty nie grają roli. Trzy zestawy obiadowe, pięć deserów, telewizja z tryliardem kanałów bez limitów ilościowych i jakościowych, kino, galeria handlowa, wanna z hydromasażem, śniadanie do łóżka. Schematyczne, naszpikowane nudnymi obowiązkami życie nabiera rumieńców. Niech żyje wolność i swoboda.
W pieczołowicie aktualizowanym i konserwowanym systemie gnieżdżą się wirusy i opasłe trojany. Najbardziej złośliwe są „przynieś” i „podaj”. Klapnięty moduł samoobsługowy. Kwarantanna i ponowne formatowanie Kosmity trwa kilkadziesiąt roboczogodzin. Rozżalony jest tą konfrontacją z bezlitosnymi i nieczułymi rodzicami-ziemianami, którzy tyle wymagają od dziecka. Ostentacyjnie pielęgnuje syndrom imperatora. Próbuje walczyć i zasiać ziarno wątpliwości. Sprowokować wyrzuty sumienia.
W końcu poddaje się i tylko czasem tęsknie wzdycha: „Dobrze, że chociaż babcia wie, na czym polega prawdziwa miłość”.
środa, 8 lutego 2012
Poranne zapasy
piątek, 3 lutego 2012
Rozmowy szczególne choć nie szczegółowe
środa, 1 lutego 2012
Pasja kolekcjonerska
Bo Kosmicie wszystko się może przydać i od pierwszego wejrzenia zyskać status niezastąpionej pamiątki: opakowania po cukierkach, batonikach, torby na prezenty, pudełka, kawałki sznurka i inne lekko używane skarby, traktuje jak relikwie. Bo ładna grafika, czcionka, wierszyk i miłe w dotyku. Nie waż się tego wyrzucać -ostrzega, mają dla mnie wartość sentymentalną.
wtorek, 31 stycznia 2012
Sekretna Edukacja Komputerowo-Szkolna
niedziela, 29 stycznia 2012
Movimento
W przypływie weny uziemiony Kosmita drze gazety, gniecie, rzuca nimi do wyimaginowanego celu, temperuje do cna ołówki, energicznie zarysowuje kartki, które wyrzucam profilaktycznie, żeby nie wpadły w łapy jakiegoś domorosłego psychologa ;)
Gdy był młodszy, uczyliśmy się dynamicznie: rysowałam mapy na wielkich kartkach, pisałam daty na karteluszkach, a on przekładał, dopasowywał, łączył.
Dziś sieje spustoszenie wśród artykułów papierniczo-biurowych, nie pogardzi też elektroniką. Nie zliczę, ile nowiutkich piór, długopisów i innych niewinnych przedmiotów skończyło marnie podczas przyswajania wiedzy. Destrukcyjna kreatywność Kosmity nie zna granic.
piątek, 27 stycznia 2012
Jedenaście poniżej zera
czwartek, 26 stycznia 2012
Koniec świata
wtorek, 24 stycznia 2012
Kuchenne rewolucje
Lubię te jego kuchenne zapędy. Gdy pierwszy raz zrobił sam naleśniki, pękałam z dumy. Potem z piekarnika zaczęły wyjeżdżać ciastka wszelakie, szarlotki, brownie…
Kosmita z upodobaniem eksperymentuje, zamaszyście miesza, bezlitośnie wykorzystuje kuchenne utensylia, wymyśla zagadki dla kubków smakowych, prowokując je do nadludzkich wysiłków.
Próbuje, doświadcza, analizuje. Poluje na przepisy. Tworzy szokujące połączenia. Masakruje żelowe misie, czyniąc je składnikiem kolorowych koktajli.
Najważniejszym testerem tych wyczynów jest tata Kosmity. Tak. W kuchni obaj rządzą niepodzielnie. Uczą się od siebie nawzajem, inspirują, spierają i karmią jedyną w domu kobietę.
Ku mojej rozpaczy mają gust tradycyjny – czyli świński, znaczy schabowy. Ja jestem kwadransowym kucharzem, nie robię nic, czego przygotowanie wymaga więcej czasu. A mężczyźni obierają, podsmażają, zagęszczają, a potem urządzają wielkie żarcie.
Zachwycająca jest ta ich kuchenna wirtuozeria, odwaga eksperymentowania, twórcze interpretacje nawet najprostszych, żeby nie powiedzieć banalnych dań.