piątek, 16 listopada 2012

Złodziejka zapasów

Zeżarłaś mi czekoladę! - drze się Kosmita z czeluści sekretnej szafki (była sekretna do czasu: jak Kosmita zrobił się kumaty wydedukował, że skrywa próchnicogenne kalorie i zaczął podbierać).
Ależ ma rozwiniętą świadomość prawa do własności za moją kasę. Naprawdę się obraził, a to był dopiero początek serii niefortunnych zdarzeń. Po południu stłukłam kubek (miałem do niego sentyment, dostałem go pod choinkę w 2007 roku, masz mi odkupić identyczny!).
Na swoją obronę palnęłam gadkę, że przedmioty są tylko przedmiotami i można je zastąpić innymi przedmiotami. Do ludzi się trzeba przywiązywać, nie do martwej natury. Wątpię w efekt. Przewiduję raczej, że Kosmita zorganizuje sobie nową skrytkę, gdzie bezpieczne schronienie znajdą dobra wszelakie, bo ja mam lepkie i niezdarne łapska i żadna czekolada tudzież porcelana nie ma szans.  

poniedziałek, 1 października 2012

Kampania wyborcza

Kosmita zasilił szeregi Uczniowskiej Rady Szkoły jako naczelny aktywista i niespełniona jednostka pomysłotwórcza. Jakoś tę energię trzeba spożytkować - zawyrokowała pani wychowawczyni i wypchnęła Kosmitę przed szereg. Dostąpienie zaszczytu poprzedziła szeroko zakrojona kampania wyborcza, której chcąc nie chcąc zostałam szefem. Wyprodukowaliśmy plakaty, ulotki i kiełbasę wyborczą z dużą zawartością cukru. Wiadomo, że wyborca zadowolony bardziej skłonny się staje. To była ciężka fizyczna robota - machanie mazakiem, wycinanie, zszywanie, naklejanie - poprzedzone godzinnym przetrząsaniem folderów ze zdjęciami w poszukiwaniu odpowiedniego ujęcia oblicza Kosmity, uwypuklającego zalety ciała i umysłu;)
Krwistoczerwone  plakaty hand made zaatakowały ściany, a siłę perswazji wzmocnił kilogram cukrów prostych w kolorach tęczy. I udało się. Uścisk dłoni dyrekcji, gratulacje i życzenia zadowolenia z pracy na rzecz.
Wieść o sukcesie rozniosła się po blokowisku i przyległościach. Mam kolejną fuchę: kumpel Kosmity z podstawówki jest kandydatem na członka. No i jasno dał mi do zrozumienia, że jestem strategicznym ogniwem jego kampanii. Jak go wybiorą, wpiszę to sobie do CV;)

niedziela, 30 września 2012

Miłe złego początki

Ja: (miękko i czule)
 - Syneczku...
Kosmita: (ozięble)
- Ty  mi tu nie syneczkuj...
Ja: (niezrażona)
- Ale tak pięknie układasz naczynia w zmywarce, ja tak nie potrafię.
Kosmita: (z politowaniem)
- Weź nie stosuj na mnie tych swoich metod szkoleniowych*. Ciągle mi powtarzasz, że to najpiękniejszy i najbardziej beztroski okres w moim życiu, bo nie mam żadnych obowiązków oprócz nauki. No to się uczę. Jutro mam sprawdzian z historii. I mogłabyś się trochę przyłożyć a nie wrzucać te naczynia jak popadnie.

Ranyboskie! Kosmita słucha, co do niego mówię! I wyciąga wnioski. Daleko idące.

* To akurat usłyszał od ojca, na którym uparcie ćwiczę komunikat „ja” i motywowanie pozytywne. Gdy zaczynam się robić słodka jak cukiereczek obaj stają się podejrzliwi. Zdecydowanie bardziej komfortowo czują się przy wersji jędzowatej. Że też funduję im taki dysonans zamiast konsekwentnie zrzędzić i utyskiwać;)